Deflacja, coś nowego w Polsce

W ostatnim czasie pojawiło się w naszym kraju nowe zjawisko – deflacja, czyli przeciwieństwo znanej wszystkim inflacji. Pierwszy raz, od ponad 40 lat ceny spadają w stosunku do poprzedniego miesiąca, a także do analogicznego miesiąca roku poprzedniego. Co to znaczy dla nas wszystkich? Cieszyć się? Martwić?

Ceny w lipcu były niższe o 0,2 %, a w październiku aż o 0,6% . Przede wszystkim mniej płaciliśmy za artykuły spożywcze, które stanowią znaczną część naszych wydatków. Tańsza była też odzież i obuwie. Wszelkie statystyki to sztuczne uśrednianie rzeczywistości, to tak jak ze słynnym powiedzeniem, że człowiek i pies mają średnio 3 nogi. Tak i w tym przypadku coś było tańsze, coś było droższe. Na przykład w lipcu więcej płaciliśmy w restauracjach i hotelach. Więcej zapłaciliśmy też za piwo na grilla czy papierosy.

Wyliczenie tej wartości przez GUS zostało oczywiście uproszczone, ustalono jeden sposób jego wyliczenia. Tak żeby dane podawane, co miesiąc były porównywalne. Nasz narodowy urząd stworzony dla celów statystycznych przygotowuje stały koszyk zakupowy z najbardziej typowych wydatków gospodarstw domowych. W koszyku tym oprócz najważniejszej grupy, czyli żywności, są również między innymi wydatki na utrzymanie mieszkań wraz z mediami, paliwo i transport, wydatki na naukę, rozrywkę czy wcześniej wspomniane ubrania czy używki.

Każdy z nas jest inny, dysponuje różną kwotą na wydatki. GUS próbuje nas uśrednić i wyliczyć jedną liczbę obrazującą przeciętne gospodarstwo domowe. Dysponujemy przecież różnymi kwotami na wydatki, w każdym domu jest inna ilość domowników. Jedni mają 2 samochody, inni nie mają żadnego. Gdzie indziej jada się codziennie obiad w restauracji, a inni jedzą posiłki wegetariańskie przygotowywane własnoręcznie. Chcąc jednak móc gromadzić dane, porównywać kolejne wyniki nie ma innej możliwości. Każdy kraj sam ustala swój koszyk inflacyjny.

Ekonomiści uważają, że październik nie był ostatnim miesiącem spadku cen. Embargo na sprzedaż żywności do Rosji a także wyjątkowo dobre zbiory będą nadal nasilać presje na obniżkę cen. Z punktu widzenia konsumenta, to dobra wiadomość, w portfelach zostało nam parę złotych. Teoretycznie w lipcu powinno nam zostać 2 zł z każdego wydanego w sklepie 1.000 zł. Ciekawe czy ktoś zauważył ich obecność J A może to było 5 zł u jednych a u innych brak paru groszy? Wszystko zależy jak w bardzo „przeciętnym wg GUS” gospodarstwie żyjemy.

Niestety w ekonomii często to, co jest dobre dla konsumenta nie musi być dobre dla gospodarki. Tak jest i w tym przypadku. Krótkookresowa deflacja dla gospodarki nie będzie czymś złym. Ale przedłużająca się deflacja może być groźna. Może mieć, bowiem wpływ na firmy, które w naszym kraju działają. Mogą one być, bowiem zmuszane przez rynek, (czyli nas J) do obniżania cen swoich produktów. Nie koniecznie o te 0, 2% czy 0, 6% Nie każda jednak z nich ma na tyle wysokie zyski, żeby móc sobie na to pozwolić. Przedsiębiorstwa, które już są w słabej kondycji finansowej mogą nie dać rady. A to niestety dla pracowników może oznaczać zwolnienia.

Krótkotrwała deflacja groźna nie jest. Inne ostatnie dane statystyczne nadal to potwierdzają, bezrobocie w kraju maleje 9 miesiąc z rzędu. Wierzmy, więc, że nastroje gospodarcze się poprawiają, deflacja nam nie zagrozi, a wszyscy będziemy więcej zarabiać, wraz ze wzrostem średniego wynagrodzenia.

Reklamy

One Comment Add yours

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s