Podatek od sklepów? Czy na pewno?

Pojawiły się pierwsze informacje na temat nowego podatku, który ma w Polsce obowiązywać od 1 kwietnia tego roku, nazwanego potocznie podatkiem od sklepów.

Zapowiedzi były huczne, że zapłacą ci najwięksi, przede wszystkim firmy zagraniczne. Najpierw miały być to firmy, które mają ogromne powierzchniowo sklepy. Niestety rzeczywistość jest znacznie inna. Jeśli wierzyć w artykuł na stronie dobrze zapewne poinformowanego polskiego radia (link poniżej) to podatkiem zostanie objęta cała sprzedaż detaliczna!

http://www.polskieradio.pl/42/1699/Artykul/1574399,Podatek-od-sprzedazy-detalicznej-trzy-rozne-stawki-i-18-mln-zl-kwoty-wolnej-Kto-zaplaci-najwiecej

Czyli podatek obejmie nie tylko markety spożywcze czy odzieżowe, sklepy internetowe ale również stacje benzynowe, salony samochodowe, sprzedawców mieszkań ale też apteki (nie dotyczy leków refundowanych) i składy budowlane.

Ustalono stawki podatku od obrotu:

– do 1,5 miliona złotych obrotu miesięcznego podatku nie będzie

– od 1,5 miliona do 300 milionów obrotu miesięcznego – 0,7% obrotu

– powyżej 300.000 milionów obrotu miesięcznego – 1,3% obrotu

– wyjątkiem jest obrót uzyskany w soboty, niedziele i święta – 1,9% obrotu

Limit miesięczny 1,5 miliona to nie jest dla sklepu jakaś gigantyczna kwota, jeśli sklep pracuje codziennie to ich dzienny obrót to tylko 48.387,1 zł na dzień.

Dobry, choć wcale nie duży sklep spożywczy wydaje mi się, że nie będzie miał problemu z przekroczeniem tej kwoty. Taka Żabka, np. jest otwarta od 6.00 do 23.00, czyli 17 godzin. Ich obrót godzinowy musiałby więc być niższy niż 2.846,30. A to już nie wydaje się dużo. 28 osób płacących 100 zł, albo 56 osób płacących rachunek po 50 zł. Wydaje się więc realne przekroczenie limitu.

Nie została opublikowana cała treść ustawy, nie do końca więc wiadomo w jaki sposób będzie liczony podatek jak sklep ten próg przekroczy. Czy będzie płacony od nadwyżki ponad tą kwotę? Czy też od całego obrotu. Jeśli od całego obrotu, to podatek liczony tylko od limitu wynosi 10.500 zł miesięcznie, a to jest gigantyczna kwota dla małych sklepów. Wprost może oznaczać zwolnienie pracownika, choć jak patrzę na ilość pracujących w moim Lewiatanie, to oni już nie mogą nikogo zwolnić, bo sobie nie poradzą. Nie wierze, że sklep tej wielkości zarabia tyle, żeby mógł zapłacić ten podatek z wypracowanego zysku. Nie wiadomo też czy limit to kwota netto, czyli bez VAT, czy też wpływ do kasy, czyli brutto.

Co innego mogą zrobić? Negocjować z dostawcami swoich produktów. Tak twierdzą znawcy rynku detalicznego w Polsce. Czyli przerzucą problem, jeśli im się uda, na inne polskie firmy, które im dostarczają towar. Tak zapewne stanie się choćby w branży budowlanej. Już dzisiaj producenci mają problem z negocjowaniem cen z marketami. Poniżej link dla zainteresowanych, do artykułu o rolnikach, jakby nie patrzeć dostawcach żywności…

http://agrobiznes.money.pl/artykul/sieci-handlowe-w-polsce-rolnicy-skarza-sie,69,0,2005829.html

Oczywiście jest też „najprostsze” rozwiązanie, podnieść ceny. Według Ministerstwa Finansów tak się nie stanie. Ale kto ma rację? Dowiemy się zapewne niedługo na własnych kieszeniach. Zauważymy na codziennych paragonach. Toczy się już dyskusja z bankowcami, którzy po wprowadzeniu nowego podatku, mieli nie podnosić cen, a widzimy już, że jest inaczej.

Jest jeszcze druga część tej ustawy. Sprzedaż w sobotę, niedzielę czy święto będzie objęta wyższym podatkiem bo aż 1,9%. Nie znamy szczegółów ustawy, więc nie wiadomo, czy będzie dotyczył wszystkich sprzedawców mających obrót 1,5 miliona miesięcznie? Czyli obciążenie będzie rzeczywiście jeszcze większe. Podobno w weekendy robimy ¼ wszystkich zakupów…

Czy sklepy zaczną się zamykać na weekend? Czy jesteśmy na to przygotowani? W wielu europejskich państwach sklepy w soboty są czynne do powiedzmy 14.00. We Włoszech, jeszcze parę lat temu godziny pracy w sobotę „odbierały” sobie w poniedziałek, później otwierając sklep.

Wielu Polaków pracuje do późna, po pracy w tygodniu robimy małe zakupy. A na te większe wybieramy się właśnie w weekend.

Co się stanie z ludźmi którzy w weekendy pracują w szeroko rozumianej branży handel detaliczny? Studenci, emeryci którzy dorabiają. Prawdopodobne sporo osób straci jednak pracę, jeśli ceny w weekend będą wyższe. A my będziemy stać w jeszcze dłuższych kolejkach do kas i marnować jeszcze więcej czasu na zakupy. A podobno ma to być przyjemność…

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s