Jesteśmy wrogami własnych pieniędzy

Kiedyś na jakiejś prelekcji usłyszałam, że jesteśmy wrogami swoich pieniędzy. I jak na początku te słowa mnie zbulwersowały, tak po zastanowieniu się zgodziłam się z osobą, która je wypowiedziała.

Bo czyż to nie nasza słaba (silna) wola „każe” nam kupować nasze ukochane słodycze? „Zmusza” nas do kupowania 10 nowej sukienki, choć 2 zupełnie by nam wystarczyły. Kupujemy też kolejnego smartfon’a, bo stary ma już 2 lata… Jest przecież sprawny, ale nie najnowszy, a kolega ma lepszego.  Czyż to nie my sami wolimy zamówić pizzę z dowozem do domu, choć upieczenie jej w domu zapewne byłoby tańsze może nawet czterokrotnie? A zauważyliście, że jak rosną nam dochody, to po dwóch, trzech miesiącach na koncie zostaje tyle samo co przed podwyżką? Bardzo szybko nasze wydatki dostosowują się do naszych dochodów, dajemy sobie przyzwolenie na ten wzrost.

W niedługim czasie wielu z nas otrzyma dodatkowy dochód, po 500 zł na drugie i kolejne dziecko, może nawet na pierwsze. I na cóż wydamy te pieniądze? Jak zwykle po prostu się jakoś rozejdą? A szkoda by było. Może niektórzy z nas wydadzą je na dzieci? Jakiś dodatkowy kurs pozaszkolny? A może wpłacą na książeczkę oszczędnościową? Specjalnie użyłam tego starodawnego określenia, żeby pobudzić wspomnienia. Określenie, które kojarzy mi się wyłącznie źle. Te dziesiąt lat temu, niektórzy rodzice pozakładali dzieciom takie książeczki, wpłacali na nie jakieś małe kwoty, a po latach tak naprawdę były one warte prawie nic. Było to jednak w czasach, mam nadzieję, które nigdy nie wrócą. Gdy z komunistycznego, sterowanego świata przechodziliśmy do świata wolnego rynku. Inflacja zjadła wszystko. A jak ktoś miał szczęście i wziął w odpowiednim czasie kredyt to wybudował dom za pół darmo….

Dzisiaj jest trochę bardziej cywilizowanie. Jesteśmy w stanie znacznie więcej przewidzieć.

Jednak pozostało nam w głowach, ze oszczędzanie nie ma sensu. Trudno zmienić coś co tkwi być może w naszej podświadomości. Tkwimy w naszej strefie komfortu (to takie modne ostatnio hasło), bo nie widzimy potrzeby, żeby cokolwiek zmienić. Potrzeba pojawia się przeważnie wtedy kiedy dzieje się coś złego: tracimy pracę, chorujemy, odchodzi ktoś z naszej rodziny. I wtedy jest katastrofa, nie mamy zbyt wielu (a może i wcale) pieniędzy które w tej sytuacji dałyby nam odrobinę bezpieczeństwa, spokojniejszego snu. Wszyscy wiemy, że oszczędności są nam potrzebne, ale też często mówimy, że za mało zarabiamy żeby odkładać.

W poprzednim wpisie https://prostoofinansach.wordpress.com/2016/03/05/dopadl-mnie-gus/  pokazałam parę drobnych pomysłów na co zwracać uwagę. Nie chodzi bowiem o to, żebyśmy zaczęli oszczędzać wielkie kwoty. Zacznijmy od małych kwot. Zwracajmy po prostu uwagę na co wydajemy nasze pieniądze. Ktoś kiedyś powiedział, że bogaci są bogaci bo oglądają każdą złotówkę z każdej strony. Dlaczego „biedniejsi” nie mieliby tak robić? Oprócz tego że się tego być może wstydzą. Wiele źródeł podaje, że Polacy mają spore „oszczędności”, które…. leżą na nieoprocentowanych rachunkach bankowych. Ale dlaczego? Dlatego, że nie chce nam się nic z tym zrobić? Większość kont ma możliwość dopięcia rachunku oszczędnościowego, nie trzeba tam wpłacać na stałe jakichś kwot, można po prostu przelać swoją pensję jak tylko ją otrzymamy na np. 2-3 rachunki oszczędzam, a potem w miarę potrzeb, przelewać je z powrotem na ROR i opłacać rachunki. Dlaczego to bank ma zarabiać tylko na naszych pieniądzach, te parę złotych to już jest oszczędność. Oczywiście jeśli od razu jej nie wydamy.

W niektórych bankach działa – transakcja typu „saver”, a mianowicie można sobie ustalić jaka kwota jest przelewana od każdej transakcji kartą na rachunek oszczędzam, czy jest to konkretna wartość, albo końcówka z zaokrągleń (mBank, Credit Agricole, czy ING). W Getinie można też „odzyskać” procent od opłacanych rachunków.

Można też korzystać z kart kredytowych, mają bardzo często ponad 50 dni w czasie których nic nie płacimy za korzystanie. Warunek, musimy spłacić zadłużenie w terminie. A w tym czasie nasza pensja tez może pracować choćby tylko na rachunku oszczędzam. Potrzebna tu jest samodyscyplina. Inaczej zapłacimy odsetki za korzystanie z kredytu.

Na kartach jest też możliwość zwrotu określonego procentu z dokonanych zakupów (ja korzystam z karty w BPHa). Jeśli dobrze wybierzemy kartę to comiesięczne zwroty będą sporo większe od opłaty rocznej za kartę.

Z tak drobnych kwot naprawdę można parę złotych nazbierać. Potrzeba jednak na to poświęcić trochę czasu i przede wszystkim czytać coś czego większość ludzi nie lubi, czyli regulaminy….

Na zwykłych lokatach, które można przecież założyć bez wychodzenia z domu, też trzeba czytać dokładnie zasady. Oczywiście trzeba patrzeć na oprocentowanie, sposób wypłaty odsetek, ale również uważać na to, żeby lokata się sama nie odnowiła. Ja nie trafiłam jeszcze na taką, która odnowiłaby się na takim samym oprocentowaniu, jak ta pierwsza założona, tylko na jakimś najniższym z możliwych. Pamiętajcie, taka lokatę można zerwać i opłaca się to bardziej niż czekanie na jej zakończenie.

Próbujmy zmieniać nasze przyzwyczajenia, nie dajmy bankom zarabiać tego co moglibyśmy my na naszych pieniądzach zaoszczędzić. Mały pieniądz do małego pieniądza naprawdę może dać w przyszłości sporą kwotę. Im wcześniej zaczniemy oszczędzać tym więcej możemy naskładać. Siła procentu składanego jest ogromna. Ale to już temat na osobny post.

Nie znaczy to oczywiście, że nigdy nie zamówię już pizzy z dowozem do domu. Cóż na to powiedziałyby moje koty. Kochają pudełka po niej. Mnie pewno wyszłoby na zdrowie rzadsze jedzenie pizzy, ale od czasu do czasu trzeba sobie pozwolić na coś miłego.

Na pewno jednak częściej warto się zastanowić czy na pewno tak chcemy wydawać pieniądze. Albo czy chcemy marnować pieniądze i np. pozwalać na nich zarabiać bankom.

Emocje, strefa komfortu, stereotypy na temat pieniędzy, na pewno mają na nas wpływ. Ciężka więc praca w zmienianiu nawyków. Ale o tym to niech piszą specjaliści, polecam na zaprzyjaźnionym blogu http://babownia.pl/nawyki-i-nasz-mozg-sabotazysta/

Advertisements

9 Comments Add yours

  1. babownia pisze:

    Środek nocy, a ja po podróży i obiecywałam sobie, że pójdę zaraz spać, a jednak nie. Przeczytałam dokładnie bo byłam ciekawa 🙂 jutro zrobię to jeszcze raz. Jak wiesz jestem bardzo „bylejaka” w kwestii pieniędzy tzn mam do nich wesołe podejście. Ale im częściej tu zaglądam, tym częściej myślę, że jest to wyzwanie i pora na modyfikcje! nocne uściski z Łańuta 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Większość z nas ma bylejakie podejście do pieniędzy. Jak nie zawsze to od czasu do czasu. A wyzwania dobrze podejmować zawsze 🙂 A Łańcut to znacznie ładniejsze miasto, dziękuję za pozdrowienia 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Marta Romawa pisze:

    A ja myślę, że brakuje edukacji finansowej w szkołach. Łatwiej byłoby wchodzić w dorosłość 🙂

    Lubię to

  4. Zdecydowanie brakuje edukacji. Mam nadzieję, że dzisiejsza edukacja jest o niebo lepsza niż ta za moich czasów. Ale i tak do ideału bardzo daleko. Zadziwiają mnie Amerykanie ze swoim podejściem do edukacji finansowej dzieci w domu. Pisałam o tym w artykule: https://prostoofinansach.wordpress.com/2016/01/24/rozmowa-o-domowych-finansach-z-dziecmi-polskie-tabu/

    Polubione przez 1 osoba

  5. oto ja pisze:

    Z pewnością edukacja finansowa dzieci i młodzieży dała by im łatwiejszy start w dorosłe życie. Rozważne gospodarowanie finansami jest niezwykle ważne. Planowanie wydatków a nie, że tak powiem „hulaj dusza”, pozwala na wygospodarowanie znaczących kwot, które można zainwestować lub przeznaczyć na na interesujące podróże.
    Pozdrawiam 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Jest to jednak bardzo trudne. Wczoraj byłam na spotkaniu ze znajomymi i gdy temat zszedł na pieniądze zrobiło się bardzo nerwowo między małżonkami. Nie umiemy spokojnie o finansach rozmawiać…

      Lubię to

  6. Justyna Chyla pisze:

    Bardzo interesująca tematyka bloga. Myślę, że wciąż bardzo potrzebna jest nam- Polakom edukacja właśnie w tym zakresie. Ciekawe jest również psychologiczne spojrzenie na kwestię pieniądza i oszczędzania. Kilka lat temu został zresztą opublikowany ciekawy raport z badań o finansach Polaków. Polecam tą książkę – Polak w świecie finansów. Zapraszam też na mojego bloga. Popełniłam jeden wpis na temat – zadowolenia z własnych finansów- perspektywa psychologiczna. http://www.swiatzperspektywypsychologa.pl/2016/02/od-czego-zalezy-zadowolenie-z-wasnych.html

    Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję za dobre słowo.
      Finanse domowe to temat bardzo drażliwy. Nie wystarczy do zarządzania nimi tylko teoria, potrzeba też zrozumienia swoich i partnera zachowań. A o książce nie słyszałam. Chętnie przeczytam jak ją gdzieś znajdę 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s