Sztuczki marketingowe?

Najczęściej myślimy, że idąc na zakupy sami decydujemy co chcemy kupić i którą wersję towaru wybierzemy. Niestety to nieprawda. Nie mamy nawet świadomości jak handlowcy wpływają na nasze wybory. Tak, że my nawet nie wiemy że takie działanie ma miejsce.

Mamy od jakiegoś czasu również u nas w Polsce nowy zawód: specjalista ds. pricing’u i pracy widzę w portalach z ogłoszeniami im nie brakuje. A zajmują się takim ustalaniem cen, żebyśmy firmy sprzedawały jak najwięcej i oczywiście jak najwięcej na tym zarabiały. A to nie jest oczywiście równoznaczne z tym, że klient kupi to co najbardziej potrzebuje i najtaniej. Trochę to nierówna walka, specjaliści marketingu przeciw nam biednym żuczkom, którzy nie jesteśmy zawodowcami w kupowaniu. Nie mamy ani narzędzi ani za wiele czasu, żeby im się przeciwstawić.

Do niektórych sztuczek marketingowych już trochę się chyba przyzwyczailiśmy. Choćby puszczanie kolęd w okresie przed Bożym Narodzeniem, czy zapachy które atakują nas u wejścia do Sefory. Niby wiemy, że te działania mają nam „pomóc” w jak najdłuższym przebywaniu w miłej atmosferze sklepu, a że każda minuta przekłada się na coraz to większą ilość pokus, więc i koszyk z zakupami staje się cięższy. Niby się przyzwyczailiśmy, stało się to normalne, ale czy na pewno mamy świadomość, że ma to wpływ na wielkość naszych zakupów?

Ale nie tylko na takie działania jesteśmy narażeni. Są też takie mniej oczywiste. Jednym z nich jest takie ustalanie cen, które zwiększy obroty sprzedawcy, a klientowi da poczucie, że kupił coś tanio (taniej? w dobrej cenie). Klient ogólnie jest zadowolony, a sprzedawca jeszcze bardziej.

Korzystam z aplikacji Money, w której mam przegląd artykułów finansowych, ale mam też możliwość zapisania sobie jakiegoś tekstu do przeczytania na później. Tak właśnie trafiłam na wywiad z szefami firmy FernPartners, specjalistami właśnie w pricing’u. Tekst jest z lutego 2016r…. trochę czasu minęło zanim w końcu zabrałam się do podzielenia się z Wami moimi spostrzeżeniami z tego artykułu płynącymi. A artykuł zaczyna się tak: Obniżenie ceny z 2 zł na 1,99 zł zwiększa sprzedaż – to wie każdy handlowiec. Ale nie każdy wie, że sprzedaż rośnie wtedy o prawie jedną trzecią….

To zdanie mnie zszokowało. Jak to jest, że nasz umysł tak bardzo daje się nabrać na tą groszową obniżkę…. Wyobrażacie sobie, że gdy mamy sklep i sprzedajemy jakiegoś produktu 100.000 szt po 2 zł to mamy obrót rzędu 200.000 zł, ale gdy cena zostanie obniżona o 1 grosik to nasz obrót rośnie już do 130.000 szt czyli do 258.700 zł!!! Niesamowite przełożenie. A z czego cieszy się konsument? Dla niego to nadal 1 grosz i być może kupił coś czego wcale nie potrzebował….  Czyli nie dostaliśmy nic w zamian.

Ciekawie też opisano rynek bankowy. Niby wiemy, że każda firma na jednych produktach zarabia mniej, na innych więcej. Niby staramy się wybierać te najtańsze czyli naszym zdaniem z niższą marżą, ale to wcale nie takie oczywiste. Jakoś tak dziwnie się stało, że w ubiegłym roku na banki nałożono dodatkowy podatek. Najpierw było na ten temat głośno, zyski banków spadały, a potem jakoś zrobiło się ciszej. A teraz widać poprawę wyników banków. Jak to możliwe? Oczywiście banki przerzuciły koszty tego podatku na nas, znaczy się tylko na tych którzy korzystają z usług bankowych…. Jak to zrobiły? Utrzymały ceny najbardziej popularnych u nich produktów (każdy bank pewnie ma taki swój produkt, który przyciąga do niego klientów) a podwyższyły ceny tych usług na które nie zwracamy uwagi, bądź są rozłożone w czasie i jakoś tak nam umykają. A może zwyczajnie obniżyli oprocentowanie lokat… Zresztą podobnie jest w sklepach to co popularne, ma jako takie ceny, a to co kupujemy rzadziej już ma cenę znacznie mniej korzystną, ale … kto by patrzył na cenę takiego jednorazowego przecież zakupu. Tyle, że tych jednorazowych/okazjonalnych zakupów też robimy sporo…  Zwracacie uwagę na cenę chipsów gdy kupujecie je tylko raz w miesiącu na jakąś imprezę, albo na cenę pachnącej świeczki?

Często dajemy się też nabrać na pakiety usług. Gdy mamy wybór np. kanałów telewizji cyfrowej za 25 zł, 50 zł i 100 zł, to często kupujemy na zapas większy pakiet, bo gdy przeliczymy, że po dokupieniu do tańszego paru programów staje się droższe niż kolejny abonament to dochodzimy do wniosku, że zarabiamy na tym. Ale nie koniecznie tak jest, szczególnie gdy tych dodatkowych programów nie będziemy oglądać… Płacimy tylko za chęci, za możliwość oglądania… A co interesuje sprzedającego? To, żebyśmy zapłacili jak najwięcej systematycznie. Tylko czy zawsze to też jest w naszym interesie?

Ciekawym zabiegiem marketingowym jest też np. tworzenie linii produktowych. np. Ikea, Nikon, Apple mają swoje produkty, do których rzadko pasują dodatki innych marek. Kupując produkt wydaje nam się być w dobrej cenie, ale nie patrzymy od razu na to, że kiedyś kupimy jeszcze coś dodatkowego: do kołdry z Ikei kupimy pościel, do aparatu fotograficznego obiektyw, do telefonu choćby ładowarkę czy słuchawki… A one nie koniecznie są już w tak dobrej cenie.

Mnie najbardziej utkwił w pamięci chyba przykład z mojego życia: zakup kosza na śmieci z Ikei, fajny, funkcjonalny, ale… żaden worek do niego nie pasuje…. Oczywiście oprócz tego z Ikei….

A jak myślicie czy klient „zarabia” na produktach za 4 zł? Albo perfumach w jednej cenie za każdy rodzaj? Pewno na kilku produktach tak, jeśli się bardzo dobrze na tym zna, będzie umiał je znaleźć. Ale na 95% nie zyska on tylko sprzedawca. Pozostanie tylko poczucie jak dobrego interesu dokonaliśmy.

Pamiętacie mój niedawny tekst o firmach paliwowych? To kolejny przykład, gdy cieszymy się że sprzedawca nie podwyższa cen paliwa, czujemy się zadowoleni, dopóki nie dotrze do nas, że ceny na rynkach światowych spadają, a my ciągle płacimy tyle samo. To był przykład monopolu, ale czy mamy pewność, że inne firmy nie traktują nas podobnie?

I jak Wam się podoba nowoczesny marketing?

Ciągle szukają nowych pomysłów jak najdroższej i najwięcej sprzedać. My jesteśmy na straconej pozycji. Nie mamy statystyk, nie znamy kosztów wytworzenia sprzedawanych nam produktów.. Jedyne co nas chroni przed ciągłymi podwyżkami to … zdrowa konkurencja i zdrowy rozsądek. Nawet orientując się w sztuczkach handlowców i tak jesteśmy skazani na nieświadome wpadanie w zastawione na nas pułapki. Wiedząc o nich możemy choć trochę bardziej świadomie podchodzić do tego co na nas czeka na sklepowych półkach.  Mam nadzieję, że choć trochę oświeciłam wam pułapki, w które wpadamy. Jest jeszcze jedna możliwość jak choć częściowo uniknąć tych sztuczek, zakupy w internecie. Ale o tym w kolejnym tekście.

O zakupach pisałam też: Pare słów o zakupach , Jak tam Wasze przygotowania do świąt?

Reklamy

13 Comments Add yours

  1. webskablog pisze:

    Rewelacyjny wpis. Uważam, że świadomość konsumentów niesamowicie wzrosła w ciągu kilku ostatnich lat. Nie nabieramy się już na niezależne rankingi porównujące produkt A do produktu B. Ostrożnie też podchodzimy do opinii na temat produktów. Jednak jeszcze długa droga przed nami,

    Polubione przez 1 osoba

    1. Mamy coraz większą świadomość. Ale też nie każdy taką samą. Tak „niezależne” opinie to też zmora naszych czasów…. Ostrożności, zastanowienia nigdy za wiele. Naszym wrogiem jest pośpiech… bo wtedy już racjonalnych decyzji często nie podejmujemy….

      Polubienie

  2. Iwona Kmita pisze:

    Ula, fantastyczny post, uświadomił mi to, co przecież wiedziałam, a jednak nie myślałam o tym na co dzień. Otworzył oczy na to, jak łatwo nami manipulować. Z radością udostępnię u siebie na FB . Pozdrawiam cię serdecznie

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję Ci za miłe słowa. Często coś wiemy, ale … na tej wiedzy się kończy i nie robimy z tą wiedzą nic. A ma to wpływ na nasze wybory. Dziękuję i pozdrawiam 🙂

      Polubienie

  3. inu pisze:

    mnie denerwuje sztuczka ze światłem w lodówkach,myślimy że mięso jest dobre i świeże a po przyniesieniu do domu okazuje się że już lekko zielenieje ;/

    Polubione przez 1 osoba

    1. To niestety też prawda. Dla mnie to już jest oszustwo, wykorzystują naszą niewiedzę choć powinni towar już wyrzucić…

      Polubienie

  4. Rykoszetka pisze:

    Mądre rzeczy! I ostatnio dopiero zwróciłam uwagę na to, że na poduszki z IKEI pasują tylko poszewki z tego sklepu… 😀 Zazwyczaj te duże poszewki zmniejszałam, żeby pasowały na jaśki, więc trochę żyłam w nieświadomości, dopóki moja siostra nie potrzebowała nowej, dużej poszewki, a do IKEI było daleko… A poduszka była oczywiście w promocyjnej cenie 😉

    Polubione przez 1 osoba

  5. Agata pisze:

    Świetny tekst! Człowiek nawet nie wie, do czego marketingowcy jeszcze będą zdolni. Pamiętam informację o tym, że stacje paliwowe zarabiają najwięcej na… sprzedaży hotdogów :O Albo w kawiarniach… Największa marża (około 90%) jest na… kawie. Fascynujące z jednej strony. Lubię czytać takie ciekawostki.

    Polubione przez 1 osoba

  6. Przykład pułapki z tego tygodnia 🙂 Mieszkam na wsi – jestem kociara mam 4 sztuki mruczydeł. Jakoś tak wyszło że wcinają tylko suchą karmę z biedronki purina. Przed podwyżkami opakowanie 1500g + 300 „gratis” kosztowało 18 zł. Ostatnimi czasy 20. W tym tygodniu wchodzę do sklepu i cóż widzę? Kosmiczną promocję -opakowanie przecenione z 20 zł na 15. Już się ucieszyłam – ale patrzę uważniej. I kosmiczna promocja dotyczy opakowania 1500 gram. Oczywiście wizualnie identyczne z poprzednimi. I tak nas rąbią po tyłku. W biedronce to częsty chwyt – ta sama cena za mniejszą ilość. Chyba czas na poszukanie jedzonka dla kotów w necie. Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  7. włóczykijka pisze:

    Ja pomagam mojej koleżance w jej sklepie internetowym, wymyślając reklamowe hasła i rymowanki….a wiedząc co nieco jak to wszystko działa sama przerażająco często ulegam marketingowym sztuczkom, kupując kompletnie niepotrzebne mi artykuły 😥 Każdy więc może wpaść w te sidła!

    Polubione przez 1 osoba

  8. Jakie to prawdziwe…Dlatego ja nadal mam niski abonament, bo większego nie potrzebuję, nie mam kablówki (!), bo nie oglądam, nie dałam sobie wkręcić szybszego internetu, bo to by w moim przypadku nic nie zmieniło…Ale niestety łapię się na niektóre akcje, jak każdy. Masz rację to nierówna walka…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tym bardziej fajnie „wygrać” choć małe bitewki 🙂

      Polubienie

  9. Jesteśmy atakowani z każdej strony. Idąc do marketu tylko po bułki musimy przejść przez długie alejki z produktami, które zachęcają do kupna. Gdy stoimy przy kasie spoglądamy na drobiazgi, które też mogą nam się przydać.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s